W tygodniu nie dzieje się nic niezwykłego.
Praca do 17:30, powrót do domu około 18:30, prysznic, pobudka o 6:00, śniadanie i kanapki do pracy, wyjście z domu o 7:05, czterdziestominutowy poranny spacer przy pozytywnej muzyce z mp3, 15-minutowa podróż samochodem.
Rutyna, która na szczęście nie na długo gości w moim życiu :) Za to praca sama w sobie jest ok – jak nie pada.
W niedzielę Chris poznał jakieś dwie Angielki, bardzo zresztą sympatyczne, które przyjechały z rowerami do Irlandii trochę pojeździć i pozwiedzać. Spały u nas w wolnym pokoju w nocy na poniedziałek.
Gotowaliśmy razem kolację, graliśmy na różnych dziwnych instrumentach – włączając rurę od odkurzacza :) Bezalkoholowy wegetariański wieczór.
W najbliższy weekend zamierzam jechać na początek słynnego festiwalu w Milltown Malbay, odwiedzić Corę i resztę znajomych i ogólnie odreagować :)
Prawdopodobnie zainteresuje Cię również:
Wstaję rano i daję Fredzie prezent, po czym rozpoc...
Dziś wróciłem z Milltown z July i jej przyjaciółką...
Dzisiaj około 14 poszedłem na piechotę z Waterford...
Tagi: 2007, archeologia, Irlandia, rower
Kategoria: Dzienniki podróży
Zostaw komentarz
Obowiązuje netykieta. Pamiętaj, że sposób wyrażania opinii świadczy o osobie, która ją wyraża.










