Dzisiaj około 14 poszedłem na piechotę z Waterford na wylotówkę w kierunku Dunmore East.
Po znalezieniu odpowiedniego miejsca z zatoczką, ustawiłem się do łapania. Słońce świeciło i grzało, w słuchawkach rozbrzmiewała pozytywna muzyczka.
Parę minut później podeszło do mnie trzech młodych Irlandczyków w wieku około 9 lat, wszyscy oczywiście ubrani w dresy.
- Nikt ci się nie zatrzyma! – powiedział jeden z nich.
- Dlaczego? – spytałem.
- Bo tylko frajerzy łapią stopa i ludzie się nie zatrzymują. – odpowiedział.
- Jeżdżę stopem po Irlandii od kilku lat i nigdy nie miałem z tym problemów.
- Poza tym nie wolno łapać stopa! – chłopak nie dawał za wygraną.
- Kto tak twierdzi? - spytałem.
- Policja!
- To nie prawda – uśmiechnąłem się.
- Dlaczego nie pojedziesz autobusem?
- Bo lubię jeździć stopem. – wyjaśniłem.
- Ale co jeśli… – zaczął chłopak, ale mu przerwałem:
- Słuchaj, dlaczego starasz się wyszukać negatywne strony, zamiast skupić się na tych pozytywnych? - spytałem.
Chłopaki popatrzyli po sobie, dali mi “thumbs-up” i poszli w swoją stronę.
Pomyślałem, że miło byłoby wiedzieć, że właśnie zmieniłem czyjś sposób postrzegania świata na lepszy. Nie dalej jak 15 minut później zatrzymał się człowiek z psem i trzymając go na kolanach dojechałem do Dunmore East.
Była piękna słoneczna pogoda, więc nie spiesząc się zacząłem przechadzać się po okolicy i robić zdjęcia. Postanowiłem zatrzymać się na ławce, zjeść kanapkę i pierwszy raz napić się herbaty z mojego nowego szklanego termosu, który kupiłem w Tesco za 5.99 euro.
Stawiając plecak na ziemi usłyszałem trzask i zobaczyłem, jak zmienia on kolor pod wpływem nasiąkania herbatą. “Shit happens” pomyślałem i poszedłem w kierunku wypatrzonych z daleka klifów.
Minąłem tabliczkę z informacją, że klif nie jest zabezpieczony i doszedłem do jego końca robiąc kolejne zdjęcia. Piękne, nienaruszone klify, takie jak kilkaset lat temu. Niestety, grupa ludzi urządziła sobie na nich małą libację – przechodząc obok usłyszałem rodzimą polską łacinę.
Wracając zauważyłem, że na drugim końcu klifu jest coś na kształt małej platformy wiertniczej, nieco pochylonej w stosunku do poziomu wody. Siedząc na krawędzi i podziwiając ją z bliska, zjadłem kanapkę obiadową i ruszyłem w kierunku powrotnym.
Niecałe 5 min przed ulewnym deszczem złapałem stopa i dowiedziałem się od kierowcy, że platforma zbiera pomiary przed rozpoczęciem budowy portu w styczniu 2008 roku. Mój kierowca był głównym kucharzem w restauracji Wheel House w Dunmore East i miał dziewczynę Polkę. Obiecałem, że następnym razem tam zajrzę, gdy wysadzał mnie prawie pod domem w Waterford.
Prawdopodobnie zainteresuje Cię również:
Wczorajszy dzień obfitował w ciekawe zdarzenia. Za...
W poprzedni czwartek wracałem do domu z pracy, po ...
Tegoroczny wyjazd do Irlandii był inny niż wszystk...
Tagi: 2007, autostop, Dunmore East, Irlandia, klify, platforma wiertnicza
Kategoria: Dzienniki podróży
Zostaw komentarz
Obowiązuje netykieta. Pamiętaj, że sposób wyrażania opinii świadczy o osobie, która ją wyraża.










