8 lipca 2007 Wspólny obiad pod domem Cory Milltown Malbay – ostatni weekend festiwalu

Wspólny obiad pod domem Cory

Wspólny obiad pod domem Cory

Dziś wróciłem z Milltown z July i jej przyjaciółką, jechały prosto do Waterford.

W piątek po wyjściu z pociągu w Ennis i przejściu całego miasta, łapiąc na moim standardowym miejscu, podszedł do mnie człowiek z alkoholowym wyziewem – a właściwie zawołał mnie z drugiej strony ulicy – i powiedział, żebym poszedł kawałek dalej. Tam miała dochodzić inna ulica i miało być więcej aut.

Nie bardzo mi się ten pomysł podobał, bo nie wiedziałem, czy będzie tam dodatkowo miejsce do zatrzymania się. Postanowiłem jednak zaufać gościowi na oko około 40-tki, który sam kierował się na stopa w nieco innym niż ja kierunku.

I co się stało? Faktycznie, nie było tam miejsca, żeby się zatrzymać, ale nie stałem nawet minuty, bo zawołał mnie kierowca, wyjeżdżający na główną drogę kawałek dalej i zapytał, dokąd jadę. Zabrał mnie do Ennistymon, gdzie śpiewał o 19:30 w Falls Hotel.

Było po 21-szej, więc zaczynało lekko podnosić mi się ciśnienie, zwłaszcza, że auta w kierunku Lahinch jeździły raz na dwie minuty.

Ale pomyślałem sobie, pamiętając wykład Jacka Walkiewicza i moje standardowe szczęście, że ciekaw jestem w jakim stylu (bo to, że w pięknym, było oczywiste) dotrę dziś do Milltown. Zza zakrętu wyłonił się van-taksówka, więc opuściłem kciuk. Nie lubię przekonywać taksówkarzy, że nie chcę jechać za pieniądze i że pomimo późnej pory na pewno zaraz mnie ktoś zabierze.

Pomimo braku mojego zainteresowania taksówka staje, młody chłopak uchyla szybę i mówi “get in”. Tłumaczę, że nie potrzebuję, a on mi przerywa słowami “just get in, are you here for the music?” i szeroko się uśmiecha. Sekundę później moja prywatna darmowa taksówka zabiera mnie na główną ulicę Milltown Malbay, biorąc pod drodze dwóch turystów z Lahinch, oczywiście słono ich kasując.

Wieczór spędzam we Friels, spotykając wielu starych znajomych. W sobotę loguję się na pocztę, sprawdzam czterdzieści-parę maili, jadę do miasta rowerem i kupuję bluzę z Nepalu – w tym roku udaje mi się trafić rozmiar S.

Jemy obiad o 20 i idziemy do miasta, gdzie trwa pierwsza sobota festiwalu – najlepszy dzień w roku, żeby odwiedzić to miejsce. Wracam do domu w ulewnym deszczu i siedzimy do czwartej rano, pijąc Jägermeister i rozmawiając o życiu.

  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Flaker
  • Blogger.com
  • Wykop

Prawdopodobnie zainteresuje Cię również:

Stopem na plan filmu
Po wylądowaniu w Kerry Airport i przejściu odprawy...
Baltika i krabie kleszcze
Popijając piwko "Балтика", siedzę w kuch...
Dunmore East
Dzisiaj około 14 poszedłem na piechotę z Waterford...

Tagi: , , , , ,
Kategoria: Dzienniki podróży

Zostaw komentarz

Obowiązuje netykieta. Pamiętaj, że sposób wyrażania opinii świadczy o osobie, która ją wyraża.